Złote gody świdnickiej Biblioteki Pedagogicznej ▪ Lidia Zwolińska

Opublikowano: 22 maja 2012, Odsłon: 1 486
  • Tekst powstał w kwietniu 2002 r.

    Niewiele ponad trzy lata temu, w marcu roku 1999, my – pożyteczni sojusznicy działań naukowo-oświatowych i kulturalnych w naszym mieście – zebraliśmy się w Koło Przyjaciół Biblioteki, wspierając placówkę w jej pracy na rzecz świdnickiego środowiska czytelniczego.

    Tym bardziej czujemy się usatysfakcjonowani uczestnictwem w niezwyczajnej uroczystości z okazji jej 50-lecia. To zasługa pracowników instytucji kierowanej przez obecną kierownik Agnieszkę Nawrocką i byłą kierownik Jadwigę Borsukiewicz, a w szczególności – prowadzącej Jubileusz byłej wizytator Kuratorium Oświaty i Wychowania, Aliny Janik.

    Już pierwsze słowa przez Nią wypowiedziane określiły wysoką rangę spotkania:

    Po naszych dziadkach zostanie pamięć zamknięta na kartach prześwietnych foliałów – pisze poetka. Docenianie i chronienie owych foliałów staje się powinnością i wyzwaniem naszego czasu.

    SŁUŻEBNA ROLA

    Alina Janik patos umotywowała świętowaniem Jubileuszu placówki w naszym regionie powszechnie znanej, docenianej i szanowanej, która „przez lata pełniła wobec naszej społeczności rolę służebną, ale przecież kreatywną”. Wspomniała, że miała przywilej widzenia, jak pod okiem Jadwigi Borsukiewicz powstawała „książnica – jakby to określił mędrzec Tadeusz Kotarbiński - „odznaczająca się absolutną czystością i perfekcyjnością”.

    Oceniając zakres, sposób, skuteczność i klimat działalności świdnickiej Biblioteki Pedagogicznej, wymieniła takie cechy „dobrej roboty”, jak: dodawanie do celu głównego celu ubocznego (spolegliwości, uśmiechu, gotowości niesienia pomocy natychmiastowej), nie tylko poprawność, ale i wytrwałość, budzącą zaufanie solidarność, wreszcie twórczość, co znajduje swoją egzemplifikację w tworzonym od 50 lat, bogatym warsztacie informacyjnym.

    GOŚCIE

    Habent sua fata libelli” – książki mają swoje losy. Tymi słowami prowadząca uroczystość poprosiła o zabranie głosu Gospodynię spotkania Agnieszkę Nawrocką. Z satysfakcją powitała Ona przybyłych Gości, wśród których nie zabrakło władz naszego powiatu i miasta.

    W świętowaniu uczestniczyli Zdzisław Grześkowiak - przewodniczący Komisji Oświaty i Wychowania Rady Powiatu, Stanisław Szelewa - dyrektor Wydziału Oświaty Starostwa Powiatowego, Jan Musiej - przewodniczący Komisji Oświaty, Kultury Fizycznej i Turystyki Rady Miejskiej, Tadeusz Niedzielski - Naczelnik Wydziału Oświaty i Wychowania Urzędu Miejskiego. Starostwo sponsorowało uroczystość. Swoją obecnością zaszczycił Jubileusz również dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu Zenon Tagowski.

    Zabierający głos wspierali Alinę Janik w przyznawaniu świdnickiej Bibliotece rangi instytucji prezentującej szeroko pojmowaną kulturę wysoką. Słów uznania nie szczędzili dyrektor Dolnośląskiej Biblioteki Pedagogicznej we Wrocławiu Danuta Skibińska, a także kierownicy zaprzyjaźnionych filii, bibliotekarze i przyjaciele.

    NIE TYLKO HISTORIA

    Agnieszka Nawrocka zaprezentowała rys historyczny placówki, który następnie został poszerzony o cytaty wyjęte z czytelniczych ankiet (wszystkie wyrażały wdzięczność dla fachowości i uprzejmości personelu biblioteki).

    Pierwszą część spotkania zakończył skecz autorstwa Jadwigi Borsukiewicz i w jej wykonaniu, przy udziale Aliny Janik pod tytułem: „Bib-linia specjalna, czyli refleksje starego mola bibliotecznego”, który pozwalam sobie tu przedstawić w całości:

    - Czy o bibliotece i bibliotekarzach można mówić lekko?

    Mol: O bibliotece i bibliotekarzach można mówić pozytywnie, negatywnie, krytycznie, sympatycznie, można mówić nieskończenie, ale nie lekko. Jest to sprawa wagi ciężkiej.

    - Jak to rozumieć?

    Mol: Po prostu. Dziesiątki, setki, tysiące kilogramów papieru. Im więcej tym ciężej.

    - Kto tej wadze podoła?

    Mol: Mrówki kulturystki. Noszą, przenoszą, wynoszą, ustawiają, przesuwają, włączają, wyłączają codziennie własnymi rękoma tony ciężkiej wiedzy.

    - Musi to być więc bardzo intelektualne zajęcie?

    Mol: O tak. „Zawód jest to bardzo poczytny, choć mało popłatny.(Określenie wzięte z kabaretu „Elita”).

    - Są więc przez to lubiane przez władzę?

    Mol: Zdecydowanie nie. Ciągle czegoś chcą, czegoś się domagają, walczą, od czegoś lub do kogoś odwołują, a najgorsze jest to, że wiedzą czego chcą. Zwalniane, redukowane przez ciemne moce wyższe, zadeptywane przez tłumy czytelników, molestowane (intelektualnie) przez żądnych książki lumpenintelektualistów z bliska i daleka mrówkują wbrew czasom, okolicznościom, ekipie rządzącej i pogodzie. A pogodę mają rzadko.

    - A co z ekipami rządzącymi?

    Mol: Trenują skoki na teatry, skoki do Unii a poza tym są już wyuczone i do bibliotek chodzić nie muszą.

    - Chodzenie po bibliotekach, a na pewno przebywanie w nich jest przyczyną wielu groźnych chorób. Czy mrówki kulturystki są wystarczająco odporne?

    Mol: Grypy, infekcje, alergie już przechodziły. Teraz chorują na komputeromanię. Wchodzą lub wychodzą z jakiegoś Internetu, bawią się z myszami, klikają, plikają, serfują. Podejrzewam, że chcą cichcem ewakuować się w stan wirtualny i stworzyć prywatną wirtualną bibliotekę. Budżet (właściwie od dawna też już wirtualny) bardzo by się ucieszył.

    - A co mrówki kulturystki myślą i mówią o dziurze budżetowej?

    Mol: Podchodzą do niej spokojnie. Goły deszczu się nie boi.

    - Czego można życzyć mrówkom kulturystkom na następne 50 lat?

    Mol: Jeżeli nie wykurzy ich jakaś kolejna reforma – to służbowych dresów do biegania po drabinach i wrotek do szybkiego poruszania się po bibliotece.

    - Tak skromnie? A wizja, książki a budżet.

    Mol: Po co im wizja, książki i budżet, one mają Internet.

    - A co z tobą Molu ? Jaka twoja przyszłość?

    Mol: O, zupełnie dobrze. Najważniejsze pozytywnie myśleć. Stawiam na samodoskonalenie. Mam już plan osobistego rozwoju i będę ewoluować w kierunku wirusa komputerowego dyplomowanego metodą Pustynna Burza i symulacji. A teraz się spieszę zbierać papiery.”

    Powyższy żart był też jednocześnie wprowadzeniem do wykładu „Internet jako narzędzie informacji w bibliotece”, wygłoszonego przez pracownika naukowego Instytutu Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej Uniwersytetu Wrocławskiego doktora Aleksandra Radwańskiego – męża byłej bibliotekarki Beaty Łaszewskiej.

    JAK W RODZINIE

    Spotkaniu towarzyszyła ciepła atmosfera z rodzinnymi akcentami. Jadwiga Borsukiewicz obchodziła 35-lecie pracy w świdnickiej Bibliotece.

    Toast szampanem, ufundowanym przez przewodniczącego Koła Przyjaciół Biblioteki, Wojciecha Obraniaka, wzniósł Zdzisław Grześkowiak.

    Pięknym, wzruszającym uwieńczeniem Jubileuszu stał się akcent artystyczny, wnoszący element zadumy i refleksji nad człowiekiem, zgody na nieuchronny upływ czasu, uznania dużej roli książki w życiu człowieka. Zgodnie z koncepcją „rodzinności”, dialog wierszem wypowiedzieli MarysiaOlek – siostrzeńcy Jadwigi Borsukiewicz, dzieci Ewy Skoruch (byłej bibliotekarki); Olkowi towarzyszył Krzysztof Sigel z III LO – podopieczny pani Skoruch. Także Jej uczniowie: Elżbieta Rojek, Emilia Nowak, Kamila Klonowska, Krzysztof Łapko pozwolili nam się wzruszyć poezją śpiewaną. Szczególny zachwyt wzbudził koncert (dwie etiudy i „Preludium Johanna Sebastiana Bacha) dziesięcioletniej Julii Adrianny Janik - występującej gościnnie uczennicy Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Legnicy, wnuczki Aliny Janik.

    Dziękujemy za niezwyczajne przeżycia! One mobilizują nas – członków Koła Przyjaciół Biblioteki do dalszego wspierania jej działań. Biblioteka Pedagogiczna w Świdnicy zasłużyła sobie na tak piękne świętowanie. Wszystkim pracownikom biblioteki życzymy kolejnych owocnych lat działania.


    Kategoria: Historia Świdnicy po roku 1989

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz