Od autora

Opublikowano: 22 kwietnia 2014, Odsłon: 1 085
  • Trzydzieści lat w dziejach miasta, którego początki sięgają odległej epoki wczesnego średniowiecza, to pozornie krótka chwila, niewielki fragment wielowiekowej historii, nie wart, aby poświęcić mu tak dużych rozmiarów wydawnictwo. A jednak…

    Bywają istotnie dziesięciolecia, w których życie miasta i jego mieszkańców toczy się leniwie, ospale, bezbarwnie, gdy nie dzieje się nic specjalnie godnego uwagi i upamiętnienia. Są jednak i takie, przez które historia pędzi galopem, pełne doniosłych przemian i wydarzeń. Dla prastarej, piastowskiej Świdnicy takim właśnie okresem były niewątpliwie pierwsze lata po zakończeniu II wojny światowej, po triumfalnym powrocie Dolnego Śląska do Polski. W stare mury dawnej stolicy księstwa Bolków świdnickich wróciła wygnana stąd przed wiekami polskość. Budowali ją od nowa pionierzy w latach czterdziestych, a później utrwalali ją ich synowie i córki, nowe pokolenie, tu już urodzone i wyrosłe.

    Nie wolno dopuścić, aby „czas zatarł ślad” imponującego, zbiorowego wysiłku wielu tysięcy Polaków, którzy ściągnęli do Świdnicy z różnych stron świata i tu znaleźli swoją ojczyznę. Z biegiem lat wykruszają się ich szeregi, maleje też liczba przechowywanych jeszcze świadectw pisanych, odnoszących się do wielkiej epoki zagospodarowywania Ziem Zachodnich. Niebezpieczeństwo zapomnienia o jej pięknych kartach stale wzrasta, stąd zrozumiała troska o utrwalenie tego, co jeszcze można utrwalić, próba zebrania w ujęciu chronologicznym faktów i działań ludzkich.

    Podejmując taką właśnie próbę autor z góry zdawał sobie sprawę z niemożności zaprezentowania czytelnikowi absolutnie pełnego, kompletnego przeglądu wydarzeń. Główną przeszkodą okazały się poważne luki w dokumentacji. Nie zawsze i nie wszędzie niestety przywiązywano należytą wagę do gromadzenia i systematycznego uzupełniania materiałów archiwalnych. Niektóre instytucje i przedsiębiorstwa beztrosko przeznaczały swoje stare akta na makulaturę, nie prowadziły też żadnych kronik czy też ksiąg pamiątkowych. Szczególnie skąpo przedstawia się dokumentacja pierwszej połowy lat pięćdziesiątych, stąd też mniejsza ilość informacji odnoszących się do tego okresu.

    Rozmaitego rodzaju sprawozdania, protokoły, pisemne notatki itp., na których w znacznej mierze oparta została „Kronika”, nie są wolne od błędów. Sporządzane a następnie przepisywane na maszynie przez osoby nie zawsze dbające o dokładność zapisu, podają nierzadko przekręcone nazwiska, nieścisłe daty itp. Część takich pomyłek udało się skorygować, na pewno jednak nie wszystkie i autor czuje się w obowiązku prosić o wybaczenie Czytelników, którzy być może wykryją w „Kronice” ewentualne nieścisłości.

    I jeszcze jedno wyjaśnienie: jeśli na kartach tej książki najczęściej pojawia się nazwisko autora, to nie dlatego, że uważa on siebie za postać najważniejszą, lecz po prostu dlatego, że o sobie najwięcej wie. W innych wypadkach skazany był na wykorzystywanie niedoskonałej, jak się rzekło, dokumentacji.

    Gorące podziękowania należą się od autora tym wszystkim, którzy ułatwili mu zebranie potrzebnych materiałów. W zasadzie nie było urzędu, zakładu pracy, szkoły, czy organizacji społecznej, które by odmówiły dostępu do swoich archiwów. Tylko owa powszechna życzliwość i zrozumienie znaczenia podjętej pracy umożliwiły doprowadzenie jej do końca.


    Kategoria: O kronice 1945-1975

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz