Była piękna – wspomnienie o wieży ▪ na podstawie relacji Kazimierza Lachowicza opracował: Andrzej Dobkiewicz

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 889
  • sw_po_45_rynek_pln_040 Odbudowa wieży świdnickiego ratusza skłoniła świdniczanina – Kazimierza Lachowicza do podzielenia się z czytelnikami swoimi wspomnieniami na temat tego wydarzenia. Przy okazji udostępnił On ze swojego archiwum rodzinnego niepublikowane do tej pory zdjęcia bloku śródrynkowego, wykonane dzień po katastrofie, które prezentujemy poniżej.

    Kazimierz Lachowicz do Świdnicy przyjechał w 1947 roku. Pracował między innymi w świdnickich „Rękawiczkach” czyli w Dolnośląskich Zakładach Białoskórniczo-Rękawiczniczych „Renifer”, potem przez wiele lat w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni (PZGS) „Samopomoc Chłopska”. W 1967 roku, kiedy zawaliła się wieża ratuszowa, pracował jako kierownik działu handlu PZGS. Sklepy Związku z różnymi towarami zajmowały w sumie niemal całą pierzeję bloku śródrynkowego od wejścia do teatru do ulicy Wewnętrznej. Wewnątrz bloku śródrynkowego, na tyłach kamieniczek przy ulicy Wewnętrznej, znajdowały się magazyny tych sklepów. W marcu 2011 roku mimo swoich 85 lat pamiętał bardzo dokładnie moment zawalenia: „Rozbiórka kamieniczek przy ulicy Wewnętrznej była według mnie niepotrzebna. Były w niezłym stanie technicznym i tak naprawdę, to brakowało tam tylko solidnego gospodarza. Pamiętam, że mieszkało w nich kilka rodzin, które później zostały gdzieś wysiedlone. Z racji bliskiego sąsiedztwa naszych magazynów i rozbieranych kamieniczek, wiele razy rozmawiałem z inżynierem nadzorującym prace rozbiórkowe, który nazywał się chyba Karski, że to, co robią, grozi zawaleniem wieży. Już po katastrofie podobno uciekł i znaleziono go dopiero we Wrocławiu, ale nie wiem, czy to prawda. Tak jednak wtedy mówili. Kłóciłem się z nim, bo nazywał mnie sabotażystą. Zresztą za moje protesty byłem wzywany na dywanik do komitetu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i do wydziału handlu Urzędu Miejskiego. W końcu mój szef powiedział mi, żebym dał spokój kłótniom” opowiadał Kazimierz Lachowicz.

    Niestety, miał rację. 5 stycznia 1967 roku wieża runęła:

    Właściwie cudem uniknąłem śmierci, bo wieża zawaliła się na nasze magazyny i między innymi na pomieszczenie, gdzie nieco wcześniej jadłem obiad. Później musiałem wyjść na miasto załatwić jakąś sprawę. W chwilę potem okazało się, że wieża runęła. A była piękna. Nieco wcześniej przeprowadzano w jej wnętrzu prace renowacyjne. Pamiętam, że zużyto ogromne ilości farby, nawet w kolorze złotym. Czasami spotykałem odwiedzających Świdnicę Niemców, którym odnowiona wieża bardzo się podobała” wspominał Kazimierz Lachowicz.

    Zawalenie się wieży na skutek błędów w sztuce budowlanej było dla ówczesnych władz bardzo wstydliwe. Bardzo szybko porządkowano teren wewnątrz bloku śródrynkowego: „Gruz wywożono około półtora miesiąca. Robiono to bardzo szybko, chociaż było z tym trochę problemów. Wbrew późniejszym twierdzeniom, że katastrofa nie przyniosła ze sobą strat materialnych, poza zniszczeniem samej wieży, było to nieprawdziwe. Wieża zniszczyła magazyny sklepów PZGS, między innymi ze sprzętem i artykułami gospodarstwa domowego. Zegar z wieży wylądował w jednym z naszych sklepów. Pamiętam, że oprócz drobnych towarów w naszych magazynach stały między innymi pralki i lodówki, które zostały kompletnie zniszczone. W PZGS-ie powołana została komisja dla oszacowania strat. Czy firma dostała później jakieś odszkodowanie za zniszczony majątek, to tego już nie wiem. Musieliśmy też pilnować, podczas odgruzowywania, aby nie dokonywano kradzieży tych rzeczy z naszych magazynów, które ocalały. Z racji tego, że wcześniej protestowałem przeciwko prowadzonym pracom rozbiórkowym i wstydliwego dla władz miasta faktu zawalenia się wieży, zostałem wezwany do mojego przełożonego i pouczony, że nie wolno mi z nikim o tym, co się wydarzyło rozmawiać” mówił Kazimierz Lachowicz.

    Nawet po kilkudziesięciu latach od chwili zawalenia się wieży Kazimierz Lachowicz dokładnie pamiętał jej wygląd. Była według niego wspaniałą ozdobą naszego miasta: „Zły jestem, kiedy czasem jeszcze słyszę opinie, że wieża zawaliła się ze starości. Nic podobnego! To błędy ludzi doprowadziły do katastrofy. Można było tego uniknąć. Na szczęście jest odbudowywana” dodał Kazimierz Lachowicz.

    Dziękując panu Kazimierzowi za podzielenie się swoimi wspomnieniami z naszymi czytelnikami, apelujemy do świdniczan o przeszukanie swoich archiwów rodzinnych. Być może posiadają Państwo jakieś zdjęcia ilustrujące zawalenie się wieży ratuszowej lub blok śródrynkowy i ulicę Wewnętrzną. Z chęcią je opublikujemy wraz z Państwa wspomnieniami. Może na bazie Państwa materiałów uda się zorganizować wystawę na ten temat, gdy wieża powróci już na świdnicki Rynek.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz