Fragmenty wspomnień Niemki wysiedlonej w 1946 roku wraz z ludnością wiejską z okolic Świdnicy ▪ N.N. (z języka niemieckiego przełożył i uzupełnił: Edmund Nawrocki)

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 476
  • Pewnego dnia, gdy moja mama była sama w domu, przyszli milicjanci i kazali nam wynieść się z naszego mieszkania przy obecnej ulicy Wrocławskiej 81. W tym czasie odwiedziła mamę znajoma, która pomogła jej spakować najpotrzebniejsze rzeczy, jakie można było udźwignąć. Niestety, mama zapomniała zabrać dokumenty i gdy po nie wróciła, nie wpuszczono jej już do mieszkania.

    Znajoma mamy zabrała ją do pustego, parterowego mieszkania przy dzisiejszej ulicy Siennej 11, którego właściciele nie wrócili z ucieczki.

    W naszym nowym mieszkaniu, w dwóch małych pokoikach i kuchni, przebywało teraz pięciu dorosłych i troje dzieci.

    Obok nas mieszkali Polacy i Sowieci.

    W lipcu 1946 roku nasza ciotka zmarła na raka. Nie mieliśmy pieniędzy na trumnę. Zwłoki okryliśmy prześcieradłem i przywiązaliśmy sznurami do deski od prasowania. Znajomy chłopak, zatrudniony w ogrodnictwie miejskim, gdzie był woźnicą, pewnego ranka zabrał zwłoki na cmentarz ewangelicki i tam je pochowano.

    W wielkim magazynie stojącym obok kościoła przy współczesnej ulicy Długiej (budynek ten został rozebrany w drugiej połowie lat 70. XX wieku) urządzili Sowieci magazyn mebli. Zwieźli tam mnóstwo na przykład kanap, pianin, fortepianów i tym podobnych przedmiotów.

    Mój brat mieszkał w Opoczce. 9 sierpnia 1946 roku został wysiedlony. Załatwił z polskim sołtysem tej wsi, z którym żył w zgodzie, aby nasza mieszkająca w mieście Świdnicy rodzina mogła zabrać się do Niemiec z transportem ludności wiejskiej. Przybyliśmy do wielkiej szopy w Kraszowicach, skąd 10 sierpnia wsiedliśmy do podstawionych wagonów bydlęcych. Przedtem zrewidowano nasze bagaże. Mnie, mającą prawie 19 lat, poddano rewizji osobistej. Miałam ze sobą torbę opatrunkową. Rewidujący rozwijali każdy bandaż szukając chyba kosztowności. Odebrano mi złoty łańcuszek z krzyżykiem, a mojej mamie – srebrne łyżki. Pozostawiono nam 500 dawnych marek niemieckich w banknotach papierowych. Na to pozwalały ówczesne polskie przepisy.

    Podróż pociągiem zakończyła się na szczęście na zachodzie Niemiec. Następny transport trafił już do strefy sowieckiej.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz