Fragmenty wspomnień Niemki wysiedlonej w 1946 roku ze Świdnicy ▪ N.N. (z języka niemieckiego przełożył i uzupełnił: Edmund Nawrocki)

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 584
  • Od 23 maja 1945 roku zatrudniona byłam w niemieckim urzędzie miasta mieszczącym się początkowo w Rynku w kamienicy nr 4. Potem urząd ten przeniesiono na ulicę Kolejową. Istniał on obok urzędu polskiego.

    Wraz ze mną pracowali tam: pełniący funkcję niemieckiego burmistrza Paul Knillmann, będący żydowskiego pochodzenia dawny kasjer miejski Erich? Fuss, kierownik kancelarii miejskiej Otto Lippe, kupiec Oskar Goldmann, Mücke, Springer, Arnold Treutler, pani Stefan (Stephan?), panna Biewald, panna Wildmann, Christa Grosspietsch i inni. Naszym szefem był Walter Fleischer, który podobno przedtem przebywał w obozie koncentracyjnym.

    Do zadań niemieckiego urzędu miejskiego należało też wydawanie kartek żywnościowych dla Niemców. Na kartki mógł Niemiec kupować raz na tydzień 1500 gramów chleba. Czasami przydzielano nieco masła. Dla dzieci był przydział mleka.

    Panicznie bano się jakiegoś Polaka noszącego długi, skórzany, gestapowski płaszcz, który wymagał aby napotkani na ulicy Niemcy schodzili przed nim z chodnika na jezdnię. W przeciwnym razie bił ich pejczem.

    Niemcy musieli nosić na lewym ramieniu białą opaskę o szerokości około 10 cm. Między godziną 20.00 a 5.00 rano nie mogli opuszczać mieszkania.

    Na początku lipca 1946 roku dowiedzieliśmy się od Waltera Fleischera, który współpracował z Polakami przy organizowaniu wysiedleń, że wkrótce rozpocznie się wysiedlanie do strefy brytyjskiej. Starałam się o to, aby Obere Bolkostrasse czyli dzisiejsza ulica Księcia Bolka Świdnickiego (gdzie mieszkałam) wyznaczona została do wysiedlenia do tejże strefy, a nie do strefy radzieckiej.

    W sobotę 20 lipca 1946 roku pożegnałam się w biurze ze współpracownikami. Potem wywieszono plakaty obwieszczające które ulice będą wysiedlane.

    W poniedziałek 22 lipca (według innych źródeł 23 lipca) między godziną 8.00 a 9.00 musieliśmy ustawić się na ulicy przed domami i z bagażem udać się do Kraszowic. Był wielki upał. Wielu starszych ludzi porzucało swój bagaż nie mogąc go tak daleko donieść.

    W Kraszowicach zaprowadzono nas do baraków i kazano nocować na gołej cementowej podłodze. Wielu młodszych całą noc spacerowało dookoła baraków.

    Rano zostaliśmy spisani i poddani kontroli bagażu. U niektórych przeprowadzono i kontrolę osobistą. Odbierano pieniądze i przedmioty, które się kontrolerom podobały. Po kontroli dawano niebieskie kartki i pozwolono przejść na peron do podstawionego pociągu. Do jednego bydlęcego wagonu wpakowywano 37 osób. W naszym wagonie wepchnięto oprócz naszych bagaży jeszcze dwa wózki dziecięce.

    Nasz znajomy pan Kamiński, członek komisji przeprowadzającej rewizję, uchronił nas przed kontrolą.

    Około godziny 19.00 pociąg ruszył. Pół dnia stał na jakimś dworcu pod Legnicą. Do wagonów usiłowali wtargnąć żołnierze sowieccy i Polacy, którzy obrabowywali wysiedleńców. Drzwi jednak przytrzymywano od wewnątrz.

    W Węglińcu pociąg został przejęty przez Anglików i potem dotarł do ich strefy w Niemczech.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz