Elmanowska Barbara – Poetka poszukująca. Część 2. Pani Basia i jej żywoty ▪ Wojciech Koryciński

Opublikowano: 13 kwietnia 2015, Odsłon: 1 127
  • 29 wierszy składających się na debiutancki tom Tę drogerię mam po drodze autorstwa Barbary Elmanowskiej to pozycja wydawnicza, po którą powinny sięgnąć osoby przed debiutem, choć nie tylko. Także kobiety, szczególnie z wyższym wykształceniem, te pracujące w biurach. Najlepiej żeby były dotknięte dramatem swojej płciowości i świadome umowności gestów w sferze kultury. Zaproszenie do lektury skierowane jest też do ateistów, agnostyków i filozofów, i do tych, którym zawsze „nie do twarzy” i „nie po drodze”.

    Ta, której zawsze „nie do twarzy” i „nie po drodze” – Pani Basia, bohaterka tomu, nie wchodzi do drogerii, choć ta jest po drodze – nie ufa bowiem makijażowi i nie chce zatruwać powietrza wokół siebie drogimi perfumami. Nie wykazuje również skłonności do polowań na najnowsze kreacje podczas wyprzedaży. Woli raczej po staroświecku swoje niedoskonałości oglądać w lustrze autoironii. Wie, że tym samym skazuje się na samotność. Bliscy jej – Pan Teste i Pan Cogito – dawno już wyjechali z miasta, jeden do Paryża, drugi do Rovigo, a ona tu została. Została, by pracować. Pracuje nad sobą z pomocą wyobraźni. Wyobraźnia pozwala tworzyć alternatywne wersje jej losu i szukać odpowiedzi, co by było, gdyby i ona wreszcie wyjechała.

    Ma szczególne upodobania Pani Basia do różnego rodzaju maskarad, filozoficznych przebieranek. I choć czerpie z nich wiele radości, to jednak gubi ją empatia, która pozostawia ślad w pamięci po kolejnych maskach i kostiumach. A jeśli na którąkolwiek kreację ma się zdecydować, to albo nie jest pewna żadnej (agnostycyzm), albo odrzuca wszystkie (ateizm), albo chciałaby zaistnieć naraz we wszystkich (panteizm).

    Pani Basia wychodzi z wierszem z domu i zawsze do niego wraca. Z wierszem obchodzi się jak z dzieckiem. Co do rodziny – nie ma siostry, ale ma doskonałą pamięć i brata. Aura w tomiku jest na tyle sprzyjająca, że wychodząc nie zakłada płaszcza Konrada, by nie tłumaczyć się potem ckliwie, „że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany”, ani nie słuchać przytyków w stylu: „Ona nie zdjęła płaszczyka”. Mijając witryny sklepowe, dostrzega na jednej z nich białe rękawiczki à la Sosnowski – odwraca się jednak z przekąsem.

    Pani Basia jest kobietą nowoczesną i dlatego nie pozostaje obojętna na kuszący owoc feminizmu. Zdobywa wykształcenie i jasne jest, że praca biurowa to tylko przelotny romans. Kiedyś wyjdzie z biura i już nie wróci. Oto debiutuje pierwszym dojrzałym krokiem, cicho powtarzając słowa:

    jestem typową Barbarą
    elmanowską która woli wśród
    Ludzi na moście a nawet Przy winie
    od Możliwości zbyt wielu by ją nakarmić

    głodem żyjące barbary elmanowskie
    żerują samotnie w potokach języków
    zlizują tylko ostatnie sylaby z wielkich
    uczt unikają nawet pępowina rozleniwia

    z piersi brak ssą najgwałtowniej
    tylko pod wodą pojawia się głód
    powietrza obrazów chorobliwe zbieractwo

    z lęku przed niebarbarą nieelmanowską
    czy oby na pewno Nicość
    przenicowała
    mnie

    (Pani Basia mówi o Barbary Elmanowskiej karmieniu się głodem)

    Pierwodruk: „Strony” 2010 nr 3-4, s.154-155.


    Kategoria: Literatura

    Tagi: ,

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz