Nauka religii w Państwowym Schronisku dla Nieletnich w Świdnicy ▪ Lucjan Momot

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 323
  • Środa 30 września 1981 roku; w świdnickim Państwowym Schronisku dla Nieletnich (PSdN) pierwsze lekcje religii z księdzem katechetą, po południu. Radość wśród moich wychowanków.

    Niedziela 11 października 1981 r.; po latach starań ludzi dobrej woli po raz pierwszy w dziejach świdnickiego Schroniska dla Nieletnich odprawiona została msza św. Celebrował ją schroniskowy katecheta ksiądz magister Adam Prażak z kościoła pod wezwaniem św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy. Uczestniczyli w niej prawie wszyscy wychowankowie PSdN. Nastrój był bardzo uroczysty i modlitewny – twarze nieletnich w skupieniu. Z wielkim namaszczeniem i przejęciem śpiewano pieśni: „Ojcze z Niebios, Boże Panie”, „Z dawna Polski Tyś Królową”, „U drzwi Twoich”, „Czarna Madonna” i „Boże coś Polskę”. Część wychowanków przystąpiła do spowiedzi i komunii świętej. Pieśni do mszy św. grał na akordeonie piszący te słowa.

    Po mszy św. pierwsi jej schroniskowi uczestnicy zrobili sobie pamiątkową, rodzinną fotografię: z ks. katechetą-celebransem, z towarzyszem kierownikiem PSdN i z pierwszym „organistą” – czyli ze mną. Wszyscy się cieszyli – nawet towarzysze z Podstawowej Organizacji Partyjnej (POP), bo większość z nich, jak nie wszyscy, to byli… komuniści-katolicy, na czele z towarzyszem dyrektorem świdnickiego Zakładu Poprawczego (ZP) i Schroniska dla Nieletnich! W Schronisku powiało normalnością, młodzież stała się jakaś milsza, przystępniejsza, praca z nią ciekawsza i owocniejsza. Ks. Prażak, młody, pełen zapału, oddany pracy z młodzieżą trudną, nie szczędził sił: nauczał, spowiadał, przygotowywał do I Komunii św. – przede wszystkim młodzież pochodzącą z domów dziecka i Romów, popularnie zwanych Cyganami. Współpraca księdza z kadrą pedagogiczną i dyrekcją ZP i PSdN układała się nad wyraz pomyślnie! Nie było żadnej nietolerancji i innych ekscesów związanych z wejściem nauki religii do instytucji państwowej. Chociaż później nie wszyscy wychowankowie byli aż tak aktywnymi uczestnikami dobrowolnych katechez i mszy św. – jak za pierwszym razem.

    „Sielanka” trwała do jesieni roku 1983, kiedy to w imieniu wyższej instancji kierownik internatu zabronił mi uczestniczenia w schroniskowych mszach św. („Chyba, że chcesz się pożegnać z pracą! - argumentował mój szef), szczególnie w godzinach pracy z grupą, i – broń Boże! – grania na akordeonie. Szczególnie grania!… Mają to być „ciche msze”. No i… nie „agitować”, to jest nie mówić zatrzymanym przy rozmowach wstępnych, że mogą uczęszczać na naukę religii i na mszę św. chyba że sami o to zapytają!

    Oczywiście, nie we wszystkim byłem posłuszny szefowi i pokorny: grać przestałem, ale na ciche msze św. wpadałem do kaplicy, aby między innymi być pomocnym księdzu celebransowi (przecież podczas mszy św. nie może odejść od ołtarza), a i uchronić księdza przed możliwą prowokacją, pokazać wychowankom, że jestem wierzącym i praktykującym wychowawcą.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz