Koryciński Wojciech – W stronę mityzacji rzeczywistości. Część 2. Miasto z przeszłością. O świdnickich powieściach Wojciecha Korycińskiego Tajemnice ulicy Pańskiej i Niebieskie zakony ▪ Wojciech Browarny

Opublikowano: 1 czerwca 2015, Odsłon: 1 981
  • Chociaż powieści Wojciecha Korycińskiego mogą budzić stylistyczne i kompozycyjne zastrzeżenia, uważam, że z kilku powodów warto się nimi poważnie zainteresować(1). Po pierwsze – teksty Korycińskiego jako powieści kryminalne o tematyce historyczno-regionalistycznej stanowią skrzyżowanie odmian gatunkowych prozy fabularnej, charakterystyczne dla przemian współczesnej polskiej literatury, które są związane z poszukiwaniem wyrazu dla prywatnego lub regionalnego stosunku do przeszłości i miejsca, z przekraczaniem nowoczesnych narracji w stronę opowieści peryferyjnych, fragmentarycznych i otwartych na obcą przestrzeń, kulturę czy historię(2). Po drugie – Tajemnice ulicy PańskiejNiebieskie zakony są (wraz z zapowiadaną Reges fugae) propozycją literacką wyrastającą ponad przeciętność swojego gatunku. Mówiąc wprost, pisarzy eksperymentujących z konwencją historyczno-kryminalną, nawet jeśli jak świdnicki prozaik popełniają drobne błędy warsztatowe, cenię wyżej od tych, którzy z techniczną perfekcją powielają ciągle ten sam schemat kryminału retro. Teksty Korycińskiego nie są kryminałami retro, ponieważ ich autor poważnie traktuje problem stwarzania (obrazu) przeszłości w historiografii, sztuce i pamięci, a jeszcze poważniej kwestię wykorzystywania jej w teraźniejszości(3). Jest jeszcze powód trzeci. Mniej interesują mnie jego powieści jako artefakty literackie, bardziej jako próba postawienia kilku ważnych pytań, dotyczących pamięci zbiorowej, tożsamości regionalnej oraz sytuacji twórcy-intelektualisty w kulturze nowoczesnej. Te pytania świdnicki pisarz sformułował dosłownie, głosem narratora i postaci, ale także pośrednio, przy pomocy kompozycji i genologicznego opracowania swoich powieści.

    Tajemnice ulicy PańskiejNiebieskie zakony to osobne powieści, które składają się jednak na cykl powiązany kilkoma postaciami i wątkami, a przede wszystkim miejscem i czasem. Tym miejscem jest Świdnica, prowincjonalne miasto na Śląsku, zlokalizowane w prozie Korycińskiego w przestrzeni między Berlinem, Wrocławiem, Pragą i Wiedniem, ale stanowiące autonomiczne uniwersum relacji społecznych, tradycji i symboli. Także fabularny czas obu powieści jest zbliżony, gdyż pierwsza z nich rozpoczyna się w 1895 roku, a akcja drugiej – chociaż opublikowanej później – toczy się w roku poprzednim. Łączy je również model rzeczywistości. Świat wykreowany przez Korycińskiego w obu tekstach odnosi się do tego samego wyobrażenia mieszczańskiej „schöne Epoche”, okresu, którego oblicze kształtuje postęp cywilizacyjny i gospodarcze powodzenie niemieckiej warstwy średniej. Tym zjawiskom towarzyszą coraz wyraźniejsze antagonizmy społeczne oraz przemiany obyczajowe i światopoglądowe, ale też rywalizacja luteranizmu i katolicyzmu, rosnące kompleksy mieszkańców peryferii wobec metropolii, tolerowana w wielonarodowym regionie obecność żywiołu czeskiego, polskiego i żydowskiego. Mimo że utwory Korycińskiego mają sporo „miejsc wspólnych”, każdy opiera się na innym pomyśle fabularnym i jest odmiennym połączeniem konwencji kryminalnej z prozą historyczną i regionalistyczną. Nie pomijając tych różnic, pytania stawiane w tym artykule adresuję do obu jego powieści. Co wnoszą do tych powieści trzy wykorzystane gatunki (odmiany gatunkowe)? Co wynika z ich połączenia w jednym utworze – i to zarówno w sensie literackim, jak i antropologicznym lub filozoficznym (historiozoficznym)?

    Na tropie nowoczesności

    Tajemnice ulicy PańskiejNiebieskie zakony są powieściami kryminalnymi, które obok centralnego tropu detektywistycznego operują rozbudowanym i szczegółowym światem przedstawionym, fikcyjnym, lecz prawdopodobnym w wymiarze społeczno-obyczajowym, a liczne postaci, nie tylko bohaterowie pierwszego planu, są psychologicznie i biograficznie skonkretyzowane. Śledztwo w sprawie serii morderstw w pierwszej powieści prowadzi zawodowiec, podkomisarz świdnickiej policji Julius Wittig, ale uczestniczą w nim także osoby postronne, natomiast w drugiej – poszukiwaniami cennej księgi zajmuje się specjalista w swojej dziedzinie, filolog Maximilian Schulz, który równocześnie zostaje wplątany w historię kilku morderstw, popełnionych w przeszłości i współcześnie, a ściganych przez Wittiga. Schulz i Wittig są osobami kompetentnymi i niepozbawionymi zawodowej pasji, ale ich profesjonalizm i skuteczność są wystawione na poważną próbę przez okoliczności i aktywność innych uczestników śledztwa. Klucz do rozwiązania „Tajemnic ulicy Pańskiej” odkrywa nie podkomisarz, lecz jego ojciec, irytujący i pedantyczny mieszczanin. Analogicznie jest w drugiej powieści. Co prawda, skarb kościelnej biblioteki odnajduje Schulz, nie tyle jednak dzięki rozległej erudycji i umiejętności naukowego myślenia, co na skutek zastosowania rad proboszcza i prostej gosposi oraz innych, nie zawsze godnych zaufania person. Ta charakterystyczna dla powieści detektywistycznej figura przypadkowego pomocnika, niezbędnego jednak w śledztwie, nie oznacza uległości wobec literackiej konwencji. Koryciński wykorzystuje interwencję ze strony amatora i do rozwiązania zagadki, i do zwrócenia uwagi odbiorcy na sam proces jej rozwiązywania, stawiając w stan podejrzenia procedury detektywistyczne spod znaku Artura Conan Doyle’a i ich uprzywilejowaną rolę w poznawaniu (tajemnic) świata w literaturze kryminalnej. Autor Tajemnic ulicy PańskiejNiebieskich zakonów bynajmniej nie kpi z naukowych metod kryminalistyki (nowoczesnej toksykologii, grafologii, daktyloskopii) ani nie usiłuje przekonać czytelnika, że najlepszy detektyw to taki, który ulega sugestiom osób z otoczenia, przeciwnie – serio opisuje policyjne i historyczne dochodzenie po to, żeby ostatecznie pokazać, jak złudna jest wiara w indywidualny, racjonalny podmiot i jego poznawcze możliwości. Logiczny trop poznawczy w tych powieściach obficie dostarcza hipotez i poszlak, nie daje jednak pewności, nie odsłania „całej prawdy”, ujawniając w zamian kryzys pozytywistycznego modelu wiedzy i rozumowania opartego na klasycznych wzorcach.

    Kryminalnemu i historycznemu śledztwu w powieściach Korycińskiego towarzyszą filozoficzne dociekania, prowadzone w sprawie mieszczańskiego ratio. Tym wątpliwościom patronują m.in. Zygmunt Freud, Leopold Sacher-Masoch i zwłaszcza Fryderyk Nietzsche. „Czym jedynie może być poznanie? – „»wykładnią«„, nie „»wyjaśnieniem«„. [...] Iluzja, że coś zostało poznane, gdy dysponujemy formułą matematyczną dla dziania się: zostało ono jedynie oznaczone, opisane – nic więcej!” – pisał ten ostatni(4). Otóż to, w powieściach Korycińskiego ślady zostają oznaczone, motywy działających ludzi opisane, narrator przedstawia dowody na prawdopodobną wykładnię zagadki. Śledztwo formalnie (logicznie) dobiega końca, a tymczasem ramowa kompozycja powieści odsyła do jej początku, finalna „prawda” okazuje się niepełna i niepewna jak w punkcie wyjścia, a narracja kryminalna jako model rozumowania cofa się do pytań podstawowych: „czym jest pewność, czym jest poznanie”(5). Gdyby utwory Korycińskiego czytać jako opowieści detektywistyczne, byłyby to pytania spóźnione. Jeżeli jednak Tajemnice ulicy PańskiejNiebieskie zakony potraktować jako porachunek z gatunkiem, który jest literacką odpowiedzią na nowoczesne doświadczenie rozkładu całościowej wizji (sensu) świata i człowieka, to narracja Korycińskiego musi prowadzić czytelnika do nietzscheańskich pytań, do sytuacji, w której naprawdę zaczyna się filozoficzne dochodzenie w sprawie pewności i poznania, ponieważ wiedza – spójne i ostateczne „wyjaśnienie” – okazała się po prostu złudzeniem, a w najlepszym razie wiarą.

    Historia i „prawda”

    Narracja historyczna w Tajemnicach ulicy PańskiejNiebieskich zakonach w wielu miejscach przecina się z tropem detektywistycznym lub rozbudowuje jego kontekst o wątki poboczne, i co najważniejsze – konsekwentnie „współpracuje” z nim w podważaniu relacji między (minionym) faktem a jego (obecnym) odtworzeniem. Tym sposobem historyczność prozy Korycińskiego nie mieści się w modelu kryminału retro. Anachronizmy w jego powieściach, jak na przykład suknia zapinana na suwak, oraz aluzje do współczesnych osób publicznych i zjawisk w kulturze, skonfrontowane z drobiazgową rekonstrukcją świdnickich realiów końca XIX wieku, podważają bezrefleksyjny sposób pojmowania historii jako „prawdy” o zamkniętej przeszłości. Świat rekonstruowany przez pisarza w Tajemnicach ulicy Pańskiej jest pełen intencji i doświadczeń dzisiejszych, a w Niebieskich zakonach ta podwójność odniesienia tekstu jest realizowana przy pomocy konwencji historii w historii (tajemnice osiemnastowiecznych jezuitów odkrywane przez Schulza). Kilkukrotne, zmieniające bieg akcji zejście bohaterów do podziemnego miasta w pierwszej książce Korycińskiego czy kluczenie tajnymi przejściami, które łączą wszystkie poziomy miejskiej fary w drugiej, oraz ramowa (zrealizowana przy pomocy tekstowych klamer) identyfikacja jej finału z początkiem – sygnalizują ten sam problem z referencją opowieści. Historia i współczesność są w jego narracjach – tak jak w każdej nowoczesnej kulturze pamięci(6) – komplementarne, nierozdzielne, nawzajem się wyjaśniają, nieustannie na nowo kwestionują i dopasowują, tworząc zamknięte koło interpretacji, z którego nie ma wyjścia w prostą i przejrzystą wykładnię przeszłości. Kompozycją Niebieskich zakonów rządzi wielka metonimia, sprawiająca, że tak jak kluczem do historyczno-kryminalnej zagadki biblioteki farnej jest świdnickie stare miasto, tak śledztwo historyczne, prowadzone przez Schulza, stanowi model pracy czytelnika, który musi się uwolnić od powieściowej iluzji obcowania z rzeczywistością końca XIX wieku, aby zrozumieć z jakim projektem (meta)historii ma w istocie do czynienia. Narrator niestrudzenie podpowiada mu, że – z tekstualno-językowym, niemal tautologicznym, w którym podmiot historycznej rekonstrukcji komunikuje się nie z przeszłością, lecz z własnymi przeżyciami, kompleksami i pragnieniami. Analizując źródła do dziejów jezuitów na Śląsku, Schulz jako lekceważony w wyższych sferach podrzutek i bakałarz szuka znaczenia własnej biografii i duchowej formacji. Tak zaprojektowany jest również bohater Tajemnic student Atanazy (Max) Niekisch, początkowo modernistyczny improduktyw i człowiek bez właściwości (postać jak z Witkacego), który planując karierę w dziedzinie psychoanalizy, niespodziewanie sam staje się obiektem symbolicznej introspekcji. Kluczem do odczytania tekstu jego losu okazuje się świdnicka legenda o gryfie. Jak legendarny rycerz, bohater schodzi w podziemia miasta, aby pokonać groźną bestię przy pomocy jej własnego odbicia, przy czym w powieści wrogo „przeglądają się” w sobie racjonalność i podświadomość tudzież przypadek oraz pozornie zobiektywizowana historia i pamięć, jawnie podatna na kreację. Tak zbiorowa, jak i prywatna przeszłość jest taka, jaka wynika z natury opowieści: mitologiczna w micie, epicka w eposie, historyczna w kronice, nostalgiczna w pamiętniku, fabularna w powieści, traumatyczna w narracji snu, a jednostkowa w biografii. Aby to spostrzec, trzeba tylko czytać jej tekst jako tekst i przyjąć do wiadomości, że przeszłość powstaje dopiero wówczas, gdy zostanie opowiedziana/przedstawiona. I jeszcze jedno – ten, kto ją opowiada, powinien wiedzieć, że stwarza ją na obraz i podobieństwo swojego doświadczenia.

    Heimat Schweidnitz

    Najbardziej „niewinna” wydaje się narracja regionalistyczna. To złudzenie tworzy między innymi sposób jej wprowadzenia do powieści. Historię i panoramę świdnickich zabytków przedstawia młodemu berlińczykowi w Tajemnicach ulicy Pańskiej emerytowany archiwista, któremu narrator w tym czasie kilkukrotnie przyznaje takie cechy, jak mieszczańska rzetelność, dokładność, dociekliwość i przewidywalność. Jego odpowiednikiem w Niebieskich zakonach jest zacny, zasłużony dla Kościoła i Cesarstwa Niemieckiego proboszcz, który najpierw oprowadza Schulza po mieście, a potem po swojej bazylice. Efekt obcości w obu przypadkach jest zwodniczo uzasadniany tym, że słuchacze pochodzą z Berlina i Wrocławia. Tymczasem i detektywistyczne, i historyczne śledztwo wykazuje, że niepewnie i obco mogliby się poczuć w mieście nie tylko przyjezdni, ale wszyscy świdniczanie, gdyby tylko trochę więcej wiedzieli o tym, co zdarzyło się w jego podziemiach i dziejach. Żyją jednak w mieszczańskiej iluzji poukładanego świata – poza głównymi bohaterami. Poza czytelnikiem. Gdy w zakończeniu obu powieści dochodzi do typowego dla kryminału połączenia różnych ułamków „prawdy” w jedną całość, odbiorca nie może się cieszyć radością z dotarcia do niej, ponieważ wie już zbyt wiele, a przynajmniej, dzięki aluzjom narratora, podejrzewa, że koniec opowieści jest tylko końcem tej opowieści, ale nie finałem historii tej zbrodni, nie pełnym wyjaśnieniem tej tajemnicy miasta. Świdnica w powieściach Korycińskiego nie jest miejscem zadomowienia i głębokiego zakorzenienia – i nie wynika to tylko z jej niemieckiej i luterańskiej przeszłości, którą trochę łagodzą polska dieta na probostwie i katolicyzm pierwszoplanowych postaci. Autor Tajemnic ulicy PańskiejNiebieskich zakonów nie konstruuje obrazu miasta jako „domu mentalnego”(7), z którym mieszkańcy mogliby się całkowicie utożsamić (terytorialnie, emocjonalnie, kulturowo i ideologicznie). Jest to niemożliwe, ponieważ wraz z nastaniem świadomości nowoczesnej tego typu relacja jednostki z miastem i lokalną społecznością stała się niemożliwa lub okazała się nieautentyczna i nietrwała. Antropologicznie rzecz biorąc, powieści Korycińskiego nie są prozą regionalistyczną, gdyż pisarz nie ocala żadnej więzi człowieka z miejscem, nawet mitycznej czy nostalgicznej(8), a początkową, pozorną familiarność świdnickiej egzystencji demaskują śledztwa – kryminalne i historyczne. Kilkakrotnie demonstrowana w obu utworach rozległa i szczegółowa wiedza o mieście wydaje się w świetle późniejszych wydarzeń i odkryć zaledwie naskórkowa, niemal turystyczna, a chociaż przydaje się w śledztwach, to i tak nie gwarantuje dotarcia do stabilnej prawdy, nie podbudowuje poczucia pewności co do intencji bohaterów i sensu rekonstruowanej historii.

    Głębokie zakorzenienie zbudowane na eksploracji przeszłości swojego regionu, miasta czy domu jest złudzeniem, któremu służyło wielu twórców nowoczesnej literatury polskiej. Jeśli pominąć rolę nacjonalistycznej ideologii w XX wieku (rozpowszechnianej m.in. w publicystyce endeckiej), można powiedzieć, że to Henryk Sienkiewicz przekonał miliony czytelników z warstw niższych, iż są dziedzicami kresowego narodu szlacheckiego, ich dzieciom autorzy powieści piastowskiej w znacznym stopniu wmówili, że osiedlając się na ziemiach poniemieckich wracają na swoje, a pisarze minorum gentium z kręgu prozy małoojczyźnianej podarowali ich wnukom utopię gościnnego „genius loci”, oczekując w zamian selektywnej pamięci (a nawet politycznej poprawności). Jako powieści historyczno-regionalne utwory Korycińskiego trzeba czytać w opozycji do konwencji prozy „małych ojczyzn”, gdyż w przeciwieństwie do niej rozwiewają iluzję familiarności doświadczenia z drugiej ręki. Autor Tajemnic ulicy PańskiejNiebieskich zakonów zdaje się dołączać do takich pisarzy, jak Henryk Waniek czy Olga Tokarczuk, którzy ostrzegają, że cudzej przeszłości – a każda przeszłość niedoświadczona osobiście jest cudza – nie można w pełni przyswoić (stworzyć jako autentycznie własnej), a można co najwyżej materialnie lub symbolicznie zająć to, co po niej pozostało.

    Detektyw w bibliotece

    Być może jedynym miejscem, w którym bohaterowie Korycińskiego są na swoim miejscu, jest biblioteka. To borgesowskie utożsamienie ma dwa warianty, gdyż w pierwszej powieści jest to domowa biblioteka „dobrego mieszczanina”, materialnie potwierdzająca jego Bildung, kulturalne aspiracje i wykształcenie, natomiast w Niebieskich zakonach to biblioteka kościoła farnego, której uporządkowanie jest zadaniem bohatera. Narrator tej powieści wielokrotnie zaznacza, że ta stara labiryntowa biblioteka jest metonimią Kościoła i miasta, słowa i geometrycznego porządku (urbanistyki średniowiecznego śląskiego miasta). Można dodać, że jest także metonimią roli Schulza (biblioteka jest jego narzędziem pracy i jednocześnie jej celem), intelektualisty, filologa, a wreszcie detektywa-historyka, który chciałby się uważać za „człowieka-bibliotekę”, niezależnego od innych, nastawionego na realizację indywidualnego projektu siebie, i równocześnie potrzebnego innym do opisywania i rozumienia świata. Koryciński, żeby wyartykułować jego tożsamość, sięga po narrację detektywistyczną, która pozwala ujawnić intelektualne zdolności Schulza; narrację historyczną, która potwierdza jego erudycję i zakorzenienie w europejskich tradycjach umysłowych; a wreszcie – narrację regionalistyczną, która sprawdza skuteczność bohatera w konkretnym, niewielkim, ale dość zróżnicowanym środowisku. Jednak trop detektywistyczny jako droga do pełnej i niewątpliwej prawdy zawodzi, śledztwo historyczne doprowadza do ukrytych kompleksów i pragnień samego śledczego, a opowieść regionalistyczna kamufluje tylko nowoczesny kryzys zadomowienia w miejscu i wspólnocie. Nie ma jednego uniwersalnego klucza do rzeczywistości przedstawionej w powieści. Co zatem pozostaje? Biblioteka – jako zbiór wielu różnych narracji o świecie, z których można wybierać opowieść najbardziej aktualną i przydatną, jako wielogłosowa przestrzeń kulturalna, w której można się gdzieś prowizorycznie zadomowić, jako narzędzie kontaktu z innymi jednostkami, autorami, którzy potencjalnie są obecni w każdej lekturze ich tekstów, za każdym razem inaczej. Metonimią takiej biblioteki w powieści Korycińskiego jest nie tylko miasto, różnorodne i zmienne polis, nie tylko Kościół zmagający się z innowiercami i sceptykami, ale także sama powieść, genologiczna krzyżówka, w której żaden sposób mówienia i myślenia nie może zapanować nad pozostałymi, nie może ich unieważnić, nie może zawłaszczyć ostatniej kropki.

    Tajemnice ulicy PańskiejNiebieskie zakony byłyby kolejnym „pocieszeniem filozofa”, fabularyzowanym wykładem drogi klerka, gdyby nie ich ironia oraz konsekwencja w przedstawianiu historii i rzeczywistości społecznej jako gry, w której tenże „człowiek-biblioteka” nie jest wyłącznie suwerennym graczem, lecz również, znacznie częściej, kartą lub pionem, a nawet lokajem nadskakującym prawdziwym podmiotom rozgrywki o władzę, materialne dobra i uznanie (jak jezuici, politycy, rewolucjoniści, przemysłowcy, masoneria i arystokracja), i w dodatku niepewnym, w której roli występuje.

    Przypisy:

    1. Wojciech Koryciński – ur. 1979 r., pomysłodawca i współorganizator Świdnickich Śród Literackich (od 2006), nauczyciel języka polskiego w I Liceum Ogólnokształcącym w Świdnicy, członek stowarzyszenia Chiazm, autor kilkunastu artykułów o tematyce krytycznoliterackiej i kulturoznawczej oraz powieści kryminalnych Tajemnice ulicy Pańskiej (2010) i Niebieskie zakony (2013).

    2. Na temat związku miejsca z przeszłością i tożsamością we współczesnych badaniach regionalistycznych nad literaturą zob. np. E. Rybicka, Geopoetyka (o mieście, przestrzeni i miejscu we współczesnych teoriach i praktykach kulturowych), [w:] Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2006, s. 471-490.

    3. Tomasz Daniel Dobek uważa, że autor kryminału retro tworzy „nibylandię”, poprzestając na kreacji historycznego kostiumu, funkcjonalnie podporządkowanego intrydze, natomiast kryminał historyczny przekracza ten „styl zerowy” w stronę (re)konstrukcji historycznego świata, która stanowi w powieści wartość autonomiczną, a równocześnie może kierować uwagę czytelnika na różne problemy poznawcze, psychologiczne i filozoficzne. T.D. Dobek, Dokąd idziesz Retro – rzecz o polskim kryminale historycznym, „Dekada Literacka” 2008, nr 1(227), s. 10-16.

    4. F. Nietzsche, Dzieła wszystkie. T. 12: Notatki z lat 1885-1887, przeł. M. Kopij, G. Sowiński, Łódź 2012, s. 122-123.

    5. Tamże, s. 122.

    6. Na temat związku historii (historiografii) z pamięcią oraz problemu konstruowania przy ich pomocy „przeszłości” zob. np. J. Assman, Kultura pamięci, przeł. A. Kryczyńska-Pham, [w:] Pamięć zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka, red. M. Saryusz-Wolska, Kraków 2009, s. 59-100; A. Assman, 1998 – między historią a pamięcią, przeł. M. Saryusz-Wolska, tamże, s. 143-174.

    7. Pojęcie „domu mentalnego” stosuje A. Legeżyńska w pracy Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej, Warszawa 1996, s. 31.

    8. Literatura regionu podtrzymuje na ogół mit miejsca własnego, który ludziom związanym z tym miejscem daje, mimo jego historycznych przemian, poczucie kulturowego zadomowienia. Zob. S. Bednarek, W kręgu małych ojczyzn. Szkice regionalistyczne, Wrocław-Ciechanów 1996.

    Referat wygłoszony podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu w 2013. Niebawem ukaże się w tomie pokonferencyjnym.


    Kategoria: Literatura

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz