Koryciński Wojciech – W stronę mityzacji rzeczywistości. Część 6. Szukaj księgi ukrytej w katedrze ▪ Magda Piekarska

Opublikowano: 1 czerwca 2015, Odsłon: 1 571
  • Wojciech Koryciński, nominowany dwa lata temu do przyznawanej przez naszą redakcję nagrody WARTO za „Tajemnice ulicy Pańskiej”, opublikował właśnie kolejny świdnicki kryminał retro – lepszy od poprzedniego. W „Niebieskich zakonach” zagadkę skrywa katedra, a za murami miejskich kamienic tajemnicze stowarzyszenia odprawiają swoje mroczne obrzędy.

    Koryciński uczy języka polskiego w liceum, jest pomysłodawcą i organizatorem Świdnickich Śród Literackich, cyklu spotkań z pisarzami. Jest też doktorantem na polonistyce na Uniwersytecie Wrocławskim. Ale swoje miasto przedkłada nad Wrocław – to Świdnica jest bohaterką jego książek.

    Dwa lata temu nominowaliśmy go za „Tajemnice ulicy Pańskiej”, debiutancką powieść kryminał i hołd oddany magicznej Świdnicy zarazem. Autor osadził w swoim rodzinnym mieście serię mrocznych zbrodni dokonanych pod koniec XIX wieku. Na tytułowej ulicy mieszkał prowadzący śledztwo Julius Wittich, tutaj trafił na krótkie świąteczne wakacje jego kuzyn Atanazy Niekisch (w drodze z Berlina, gdzie balował ze Stachem Przybyszewskim, do Wiednia, gdzie miał zostać asystentem niejakiego Freuda), tu wreszcie, za fasadą jednej z kamienic, czaiło się zło.

    Tym razem z ulicy przenosimy się do wnętrz świdnickich budynków, przede wszystkim katedry, która mieści pozostawioną przez jezuitów bibliotekę. To w niej Maximilian Schulz, wrocławski filolog, który przybywa do Schweidnitz na prośbę proboszcza Hugona Simona, aby uporządkować księgozbiór, znajduje tajemniczy rękopis. Stanie się on pierwszą wskazówką prowadzącą do ukrytego w katedrze skarbu – rozpalającej serca i umysły świdniczan księgi. Prowadzone przez niego śledztwo stanie się więc szybko przedmiotem zainteresowania członków loży wolnomularskiej, a także pewnej występnej baronowej, która wraz ze swoimi wyznawczyniami odprawia w podziemiach jednego z domów tajemnicze obrzędy – rolę kozłów ofiarnych pełnią w nich porwani przez sektę mężczyźni.

    Autorowi „Niebieskich zakonów” bliżej do inspiracji twórczością Borgesa czy Eco niż Marka Krajewskiego, który zaczął na ziemiach zachodnich modę na powrót do przeszłości przy wykorzystaniu kryminału jako wehikułu czasu. Korycińskiego zdecydowanie bardziej od mięsistych opisów i psychologii postaci interesuje tworzenie wyrafinowanej konstrukcji zagadki, której rozwiązanie wymaga nie tyle zdolności detektywistycznych, ile kompetencji filologa, architekta, filozofa i historyka. Koryciński kunsztownie buduje tę opowieść, opatrując kolejne rozdziały odnośnikami do biblijnej księgi Eklezjastesa i cytatami z księdza Józefa Baki. Sięga po motywy głęboko zakorzenione w literaturze – mit księgi, która zawiera lekarstwo dla świata, i biblioteki jako labiryntu. Uzupełnia je odniesieniami do historycznej i współczesnej Świdnicy. Na poziomie intelektualnej gry i opowieści retro, której bohaterem jest samo miasto, „Niebieskie zakony” są dziełem spełnionym.

    Jednak tak jak „Tajemnice”, i ta powieść Korycińskiego cierpi na pewien poważny brak – wyrazistych bohaterów. W debiutanckim kryminale mieliśmy do czynienia z bohaterem zbiorowym (obok podkomisarza Witticha, berlińczyka Niekischa, fabrykanta Augusta Rittnera i fotografa Paula Kunze równoprawną bohaterką była sama Świdnica). Tym razem mamy centralną postać, wokół której koncentruje się akcja książki – Maximiliana Schulza (Wittich pojawia się jedynie w tle). Jednak jej słabość uderza podczas lektury – autorowi nie udało się ożywić sylwetki wrocławskiego filologa w sposób wystarczający, aby czytelnik chciał mu kibicować czy współczuć. Czy potraktujemy go jako ucieleśnienie postaci głupca z kart tarota, jak chce autor, czy weźmiemy tę symbolikę w nawias, uznając, że to kolejny bibliofil usychający wśród zakurzonych tomów, dla którego próba wyjścia poza próg pracowni może okazać się zabójcza – Schulz pozostanie martwą figurą. Podobny schematyzm jest też widoczny w przypadku innych postaci – baronowa, niezależna kobieta, mogłaby być ciekawą postacią, gdyby nie to, że autor robi z niej kolejną modliszkowatą femme fatale i podąża w kierunku niebezpiecznego stereotypu, który każe w feministce widzieć istotę nienawidzącą mężczyzn.

    Mimo tych wad „Niebieskie zakony”, wydane z niezwykłą dbałością o szatę graficzną, uzupełnione o mapę dawnej Świdnicy i plan katedry z zaznaczonymi na nim kaplicami (ich układ i zawartość odgrywa tu niebagatelną rolę), zilustrowane fotografiami Karola Czecha, które stanowią wyrazisty kontrapunkt do treści w stylu retro, warto polecić nie tylko świdniczanom. Książka napisana jest ze swobodą, pod wieloma względami przewyższa debiutanckie „Tajemnice” – jest gęstsza od znaczeń i zdecydowanie lepiej skomponowana. Warto też czekać na kolejną odsłonę tej opowieści – „Tajemnice” to pierwsza część cyklu zapowiadanego jako trylogia. Na ostatniej stronie „Zakonów” znajdziemy zapowiedź „Reges fugae”, firmowanych przez niejakiego Lwa Nikołajewicza Chrustowa. Jednak w tej planowanej opowieści o czterech pasażerach dyliżansu jadącego z Petersburga do Pragi, zmuszonych do postoju w małym dolnośląskim miasteczku Schweidnitz, aż nadto wyraźnie widać rękę Korycińskiego.

    Pierwodruk: „Gazeta Wyborcza”, dodatek wrocław.gazeta.pl, 9-10 lutego 2013, s. 5.


    Kategoria: Literatura

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz