Woźny Grzegorz – Język w stanie podejrzenia. Część 7. Chlebem nie popchniesz posiłku ▪ Ryszard Mierzejewski

Opublikowano: 4 lipca 2015, Odsłon: 683
  • Grzegorz Woźny (ur. 1975) – mimo stosunkowo młodego wieku jest postacią znaną w świecie literackim. W latach 1996-2001 działał w Świdnickim Stowarzyszeniu Literackim „Logos”. Współredagował w tym czasie ogólnopolskie czasopismo literacko-artystyczne „Arytmia”. Wydał wcześniej cztery pozycje książkowe, w tym trzy tomiki wierszy: „Każda godzina zdatna do picia” (1999), „Landszaft. Wiersze z lat 1999-2009 (2010) i „Miejsca stojące” (2013) oraz powieść „Nit” (2011). Tomik „Chlebem nie popchniesz posiłku” opublikowany przez wydawnictwo rafalbrzezinski.info w Brodziszowie jest IX tomem z serii „Z szuflady poety”, a pierwszym wydanym przez tę oficynę w roku bieżącym, w nowej szacie graficznej okładki.

    Gdyby próbować w najbardziej lapidarny sposób nazwać poezję Grzegorza Woźnego, to nasuwa się nieodparcie słowo „intrygująca”. Wiersze Jego intrygują, bo nie pozwalają przejść obok nich obojętnie, zaciekawiają, rodzą istotne pytania z rodzaju pytań fundamentalnych i egzystencjalnych: kim jestem jako istota żyjąca na jednej z miliardów ciał niebieskich w kosmosie, z jakiego zrodziłem się nasienia, jakim żywię się pokarmem, jakim powietrzem oddycham i jaki kształt ma ziemia, na której żyję? W dość zawiły i ezoteryczny, ale zarazem fascynujący świat tych trudnych, intrygujących pytań wprowadza już tytuł tomiku, w którym mowa jest o chlebie jako pewnym odrębnym od posiłku rodzaju bytu. Jak to – zapytałby w tym miejscu każdy myślący zdroworozsądkowo człowiek – przecież chleb jest jednym z podstawowych składników naszego codziennego posiłku? Kiedy się jednak wczytamy w wiersze Grzegorza Woźnego, to zobaczymy, że dla Autora „posiłek” jest czymś więcej aniżeli chleb czy inne produkty pożywienia. Z pewnym uproszczeniem, bazującym na znanej w filozofii dychotomii ciała i duszy, można by powiedzieć, że chleb dla Autora pomieszczonych tu wierszy jest domeną ciała, podczas gdy posiłek wymaga uzupełnienia o szeroką gamę potrzeb i wartości ze sfery duchowej. Te dwie sfery są ze sobą mocno powiązane, przenikają się w wielu miejscach, uzupełniają wzajemnie, albo też stoją do siebie w opozycji. Życie człowieka jest ciągłym balansowaniem między tymi dwoma sferami, a opisujący je poeta wciąż zanurza się w świecie metafor:

    „moczę stopy w wieloznacznościach
    z doskoku kucam
    i wiem ile lat będziemy razem

    będę pisał na starucha
    czapkę w łyku przysmak
    wody z gryczanym miodem” (s. 44)

    Autor koncentruje się na życiu codziennym tylko dwóch postaci: podmiotu lirycznego oraz adresatki lirycznej, mężczyzny i kobiety, wykreowanych w wielowarstwowej poetyce lingwistycznej. Nie ma tu innych osób, grup czy tłumów ludzi, nie ma też świata rozpasanej cywilizacji. Jest tylko On i Ona, żyjący według naturalnego rytmu przyrody, następujących po sobie miesięcy, od czerwca do stycznia. Na wszystkie, najdrobniejsze nawet sprawy codzienności patrzy przez pryzmat oryginalnych i złożonych metafor, a różne rzeczy, zjawiska czy istoty z życia codziennego, jak na przykład: chleb, powietrze, woda, drzewo czy ptak, oprócz swoich znanych potocznych znaczeń, odwołują się do bogatej, wielowarstwowej sfery semantycznej.

    „zrzucam znad głowy ostatni spis wierszy
    w kąpiel na twarz ody poematy
    jak żołnierz nadziewa oko na swój bagnet

    pod wodą widzi się i słyszy
    kark prysznica szura o ludzki pojemnik
    gdy masz już jego skrzek
    też lżejsze przedmioty” (s. 74)

    Reasumując, poetycki świat Grzegorza Woźnego jest intrygujący i zarazem fascynujący, jak wędrówka po obcych, nieznanych krajach, poznawanie zarówno ich przyrody, jak i penetracji warstwy znaczeń symboli i archetypów kultury. Wędrówka ta z pewnością może okazać się ciekawa i inspirująca dla wielu koneserów współczesnej poezji.


    Kategoria: Literatura

    Tagi: ,

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz