Wspomnienia Niemki wysiedlonej w 1946 roku ze Świdnicy ▪ Maria Dorothea D. de domo K.

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 937
  • Mój ojciec był sędzią. Mieliśmy ładne, obszerne mieszkanie przy dzisiejszej ulicy Księcia Bolka Świdnickiego 16. Z tego mieszkania wysiedlono nas do małego mieszkanka na strychu przy dzisiejszej ulicy Franciszkańskiej. Byłam praktykantką aptekarską i miałam szczęście, że mogłam dalej pracować w swoim zawodzie w aptece na Rynku, którą przejął polski aptekarz magister Marian Szankowski z żoną. Musiałam nosić na ramieniu białą opaskę z napisem „Apteka Piastowska”, co chroniło mnie przed zabraniem do przymusowych, przypadkowych prac na przykład przy wykopkach. 23 lipca 1946 roku zostaliśmy wysiedleni. Zabraliśmy ze sobą wiklinowy kosz zaopatrzony w kółka, który zaciągnęliśmy do Kraszowic.

    Rodziców wsadzono do wagonu bydlęcego. Ja znów miałam szczęście, bo podróżowałam w wagonie sanitarnym, urządzonym też w wagonie bydlęcym, przeznaczonym dla chorych. Wagonem opiekował się aptekarz Überschär. Po dość długiej podróży dotarliśmy do miasteczka Dransfeld, gdzie znalazłam pracę też w aptece.

    W marcu roku 1946 poznałam mojego przyszłego męża, podporucznika, dawnego studenta rolnictwa. Na froncie wschodnim stracił on nogę. Mieszkał przy obecnej ulicy Kliczkowskiej 12, gdzie z dala od śródmieścia, przetrwał we względnym spokoju do 6 grudnia 1946 roku Wtedy to wyjechał ze Świdnicy razem z ostatnim transportem Niemców w 1946 roku. Mój narzeczony żyjąc w mieście nie głodował, bo pracujący na roli Niemcy z Jagodnika, którzy później utworzyli nawet niemiecką spółdzielnię produkcyjną, dostarczali mu żywności, gdyż przed wojną dzierżawili rolę należącą kiedyś do jego krewnych.

    Pociąg z wysiedleńcami, w którym był mój narzeczony, pojechał najpierw do Dzierżoniowa. Tutaj Niemcy musieli daleko od dworca zanieść swoje bagaże do kontroli, gdzie jak to było w zwyczaju, zostały też częściowo ograbione. Bardzo uciążliwy był powrót z tymi bagażami do jakiejś szkoły, gdzie musiano przenocować. Dopiero następnego dnia rano wsiadano do pociągu i jechano przez Świdnicę oraz inne stacje aż kilka dni do ówczesnej sowieckiej strefy okupacyjnej, późniejszej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, a obecnej Republiki Federalnej Niemiec. Podróż skończyła się w okolicy Budziszyna, gdzie przez kilka tygodni wysiedleni przebywali w obozie przejściowym i oczekiwali na dokwaterowanie ich do mieszkań ludności w różnych miejscowościach.

    Ludność ta przyjmowała ich bardzo niechętnie.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz