Zbrodnia Wehrmachtu – relacja świadka ▪ Aleksander Szymański

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 1 632
  • Aleksander Szymański, podporucznik rezerwy 13 kompanii strzeleckiej 75 pułku piechoty z Chorzowa 23 górnośląskiej dywizji piechoty

    W środę 20 września 1939 roku między godziną 15.45 a godziną 17.00 na wyrębie lasu przy drodze prowadzącej z kierunku wsi Zielone do wsi Ulów, w odległości około 500 metrów na północ od wsi Ulów, oficer niemiecki – porucznik (Oberleutnant) z 1 kompanii 7 pułku piechoty ze Świdnicy (7 Infanterie-Regiment-Schweidnitz), nakazał podwładnym żołnierzom rozstrzelać i sam osobiście strzelał do bezbronnych, wziętych do niewoli, następujących oficerów:

    1. Alojzy Filipiec - główny księgowy z huty „Pokój” z Chorzowa.

    2. Tadeusz Skorupa - pracownik umysłowy z Chorzowa.

    3. Paweł Ryszard Błaszczyk - sztygar z Chorzowa.

    4. Henryk Walter Gogol - pracownik umysłowy z Chorzowa.

    5. Franciszek Majowski - pracownik umysłowy z Chorzowa.

    6. Oswald Bulka - redaktor z Piekar Śląskich.

    7. Władysław Szybist - nauczyciel z Chorzowa.

    Wszyscy podporucznicy rezerwy.

    Porucznik ten, o nieznanym mi nazwisku, strzelał osobiście z pistoletu, jak również maltretował bezbronne ofiary, a to przez kilkakrotne kopnięcie podporucznika Szybista, który usiłował oddalić się od grupy rozstrzeliwanych, jak również uderzył kilkakrotnie w głowę i szyję Oswalda Bulkę. Wyżej wymieniony porucznik niemiecki oddawanie strzałów poprzedził okrzykiem: „Za naszego dowódcę kompanii kapitana Klausena (dokładnie nazwiska nie rozumiałem) – „Ognia („Für unseren Kompaniechef Hauptmann Klause… – Feuer”).

    Świadkiem tego zajścia byłem z odległości dwóch metrów od rozstrzeliwanych dlatego, że wyżej wymieniony porucznik niemiecki, skazał i mnie i obok będącego podporucznika Józefa Klechacza na rozstrzelanie. Rozstrzelania nas dwóch nie dokonał dlatego, że w chwili gdy zamierzał to uczynić podszedł do niego oficer niemiecki z tej kompanii w stopniu podporucznika (Leutnant) – nazwiska nie znam – odsunął nas ręką na bok, a Oberleutnantowi coś tłumaczył, między innymi dosłyszałem: „Ten był tam przy mnie, to nie mógł być tam gdzie sądzisz” („Der war bei mir…”) i w ten sposób uniknąłem egzekucji. Świadkami tego zajścia byli między innymi podporucznik Władysław Barycz i podporucznik Józef Sierpowski.

    W dniu 21 września 1939 roku w godzinach przedpołudniowych uzyskałem od kapitana Heitweilera zezwolenie na pogrzebanie zamordowanych kolegów. Zamordowanych pogrzebałem z pomocą podporucznika Tomali. Na miejscu zbrodni zwłoki zamordowanych były częściowo okradzione, mieli powywracane kieszenie, co świadczyło o zabieraniu im osobistych przedmiotów. U niektórych były osobiste przedmioty jak kalendarzyki, legitymacje i pieniądze. Wszystkie przedmioty były pokrwawione. Zapakowałem je do woreczka i po pogrzebaniu zamordowanych oddałem je księdzu z Krakowa, który mógł łatwiej zawiadomić rodziny, co też uczynił.

    Porucznik (Oberleutnant), który dokonał tego morderstwa, złożył meldunek dowódcy 28 dywizji piechoty generałowi porucznikowi Hansowi von Obstfelderowi stojącemu około 80 metrów od miejsca zbrodni.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz