Z cyklu opowieści kryminalne – „Z pamiętnika naczelnika” Zabójstwo po sąsiedzku ▪ Janusz Bartkiewicz

Opublikowano: 23 maja 2012, Odsłon: 781
  • Tę sprawę pamiętam dokładnie, ponieważ wiązała się z zabójstwem dwóch dziewczynek, w wieku 12 i 2 lat, zamieszkałych w różnych miejscowościach. Mimo, że sprawcami tych zabójstw były różne osoby, to jednak los połączył je ze sobą, a ja w tej sprawie stałem się w pewnym sensie, bezwiednym jego narzędziem.

    Być może nie doszłoby do tego drugiego zabójstwa, gdyby pewne decyzje zapadły wcześniej lub zostały podjęte inne działania niż te, które zarządziłem. Gdyby… Obiektywnie rzecz biorąc, nie miałem żadnego wpływu na to, co się wydarzyło w Świdnicy, ale jednak…

    We wczesnych godzinach przedpołudniowych dotarła do nas informacja, że przy torach kolejowych w Dzierżoniowie, w środku miasta, ujawnione zostały zwłoki 10-letniej Marty G. Już wstępne oględziny wykazały, że zabójstwa dokonano na tle seksualnym, a dziewczynka została uduszona poprzez zadzierzgnięcie na szyi sizalowego sznurka. Bardzo szybko uzyskaliśmy wiedzę o ostatnich godzinach życia Marty. Informacje pochodziły z różnych źródeł, ale mnie szczególnie zainteresowały trzy dziewczynki, koleżanki Marty w wieku 9, 10 i 11 lat. Ich zachowanie jakoś dziwnie rzucało się w oczy i wydawało mi się, że na temat zabójstwa mogą prawdopodobnie coś wiedzieć. Postanowiłem osobiście przeprowadzić z nimi rozmowy.

    Seks za wino jak chleb powszedni

    Z opowieści dziewczynek wyłaniał się szokujący obraz, który nawet mnie, człowieka, który już niejedno widział, poruszył do głębi. Okazało się, że te trzy dziewczynki od dłuższego czasu, działając w grupie lub pojedynczo, świadczyły różnego rodzaju usługi seksualne palaczowi c.o. kotłowni miejscowej komendy policji, za co otrzymywały drobne sumki lub butelkę wina własnej roboty. Działały tak wówczas, gdy rodzice musieli się czegoś napić, a nie mieli czego i za co. Palacz oczywiście został natychmiast tymczasowo aresztowany i przedstawiono mu stosowny zarzut. Chyba w drugim dniu rozmów udało mi się wreszcie przełamać ich nieufność i dowiedziałem się o jakimś tajemniczym mężczyźnie ze Świdnicy, który często przyjeżdżał i zabierał je, w tym Martę, swoim samochodem na przejażdżkę. Nie chciały jednak powiedzieć, co podczas tych wycieczek się działo. Informacje te, a zwłaszcza to, co opowiadała mi najstarsza z nich, przemawiały do mojej wyobraźni i układały się w jedną logiczną całość.

    Nawet hipnoza nie pomoże

    Wbrew opinii ówczesnego zastępcy komendanta rejonowego w Dzierżoniowie, umówiłem się na sesję hipnotyczną u znanego emerytowanego lekarza z Polanicy dr R. Miał on odblokować pamięć tej dziewczynki, by potwierdzić, czy mówi prawdę, czy są to jedynie konfabulacje. Na miejsce udaliśmy się w towarzystwie matki dziewczynki. Gdy wraz z kobietą rozmawiałem z doktorem R., Marta uciekła pilnującemu ją funkcjonariuszowi, o czym zresztą poinformował mnie doktor R., mimo, że znajdowaliśmy się w zupełnie innej części budynku. Pan doktor – znany z umiejętności jasnowidzenia oświadczył, że „ta mała jest tak zdemoralizowana i nie przejawia ochoty do współpracy, że nawet podczas hipnozy nie uda się odblokować jej pamięci”. Nie mniej jednak, po kolejnym dniu rozmów udało mi się przekonać te dziewczynki na tyle, że opisały tego mężczyznę i jego samochód. Szybko, przy pomocy kolegów ze Świdnicy, ustaliliśmy personalia i adres zamieszkania, oraz wszelkie inne niezbędne informacje. Okazało się jednak, że w tym dniu wyjechał do Wrocławia i wróci prawdopodobnie wieczorem. Jeden z moich kolegów miał następnego dnia udać się do Świdnicy, by dokładnie sprawdzić tego człowieka i zatrzymać go do dyspozycji prokuratora.

    Kolejne martwe dziecko

    W nocy otrzymałem telefoniczną informację od oficera dyżurnego, że w Świdnicy miało miejsce zabójstwo chyba 2-letniej dziewczynki, dokonane na tle seksualnym i że miejscowy wydział kryminalny zatrzymał sprawcę przy zwłokach dziecka. Rano na miejsce pojechał ten wcześniej wyznaczony funkcjonariusz i po jakimś czasie poinformował mnie telefonicznie, że sprawcą jest człowiek, którego wytypowaliśmy do zabójstwa Marty G. Wszystkie okoliczności towarzyszące temu zabójstwu były tak szokujące, że mimo, iż nie miałem bliższego związku z tym śledztwem, pamiętam je do dnia dzisiejszego. Trudno sobie wyobrazić, jaki przeżyłem szok, gdy uświadomiłem sobie, że gdybyśmy na tego osobnika zaczekali wieczorem pod jego domem to, to drugie dziecko uniknęłoby swego okrutnego losu. Na moje usprawiedliwienie przemawiało jedynie to, że na tym etapie nic nie przemawiało za tym, aby podejmować tak radykalne działania i zatrzymywać człowieka jedynie na podstawie niepotwierdzonych informacji trzech małych dziewczynek. Poza tym, inne nasze czynności wskazywały na możliwość zupełnie odmiennego scenariusza. Jednakże śledztwo prowadzone w Świdnicy wykazało, że dziewczynki te mówiły prawdę, aczkolwiek człowiek ten z zabójstwem Marty G. nie miał nic wspólnego.

    Pomogły wątpliwości sąsiadek

    Po kolejnych kilku dniach, podczas których sprawdzaliśmy dziesiątki różnych informacji i wersji, przyszedł przełom. Od jednej z moich znajomych z tego miasta uzyskałem poufną informację, że dwie kobiety zamieszkałe w rejonie miejsca zamieszkania Marty G. twierdzą, że coś wiedzą, a raczej czegoś się domyślają. Poprosiłem, aby nakłoniła je do rozmowy ze mną i w rezultacie taką poufną rozmowę odbyłem, dając im oficerskie słowo honoru, że pozostaną one anonimowe do końca sprawy. Kobiety te opowiedziały mi o swoim znajomym, który po ujawnieniu zabójstwa zachowywał się dziwnie, a one słyszały jak mówił do jakiegoś kolegi, że będzie musiał uciekać za granicę. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że mieszkał on w tym samym budynku, co Marta G. Był od niej starszy o około 7-8 lat. Szybko ustaliliśmy, że rano wyjechał do Sądu we Wrocławiu gdzie miał jakąś sprawę karną. Skontaktowałem się więc z naczelnikiem wydziału kryminalnego tamtejszej Komendy Wojewódzkiej, który zobowiązał się do zatrzymania tego chłopaka w momencie gdy będzie opuszczał salę rozpraw. Okazało się jednak, że nie zdążyli. Podjąłem decyzję o zorganizowaniu zasadzki na dworcu PKS, PKP i pod budynkiem gdzie mieszkał. Zatrzymaliśmy go w drodze do domu i po krótkiej rozmowie, jeszcze w radiowozie, przyznał się do zabójstwa i szczegółowo je opisał. W czasie śledztwa wskazał wszystkie dowody (części garderoby i rzeczy należące do Marty), które ukrył w mieszkaniu i w innych miejscach. Został skazany, ale nie pamiętam już jak brzmiał wyrok. Prawdopodobnie jest już na wolności.


    Kategoria: Pamiętniki, publicystyka, relacje, wspomnienia

    Tagi:

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz