Max Heinzel (1833-1898) – poeta dolnośląskiego dialektu ▪ Piotr Zagała

Opublikowano: 24 maja 2012, Odsłon: 2 050
  • W 2008 roku minęła sto dziesiąta rocznica śmierci lokalnego twórcy Maxa Heinzla, którego losy mocno splotły się z Ziemią Świdnicką. Ten znany i popularny niegdyś poeta, felietonista, krytyk sztuki, tłumacz i humorysta po drugiej wojnie światowej został prawie całkowicie zapomniany. Dziś znany jest tylko badaczom literatury specjalizującym się w zakresie historii Śląska i nielicznej grupie regionalistów. Tymczasem jego postać jest tak interesująca, że warto ją przybliżyć nieco szerszemu gronu internautów.

    Max Heinzel przyszedł na świat w ubogiej rodzinie 28 października 1833 r. we wsi Osiek (do 1945 roku Ossig) na terenie obecnej gminy Kostomłoty w dzisiejszym powiecie średzkim, wówczas w powiecie strzegomskim. Po śmierci ojca – z zawodu ogrodnika – czteroletni Max wraz z matką przenieśli się do Wrocławia i zamieszkali u swoich krewnych. W stolicy Dolnego Śląska Max Heinzel ukończył słynne katolickie gimnazjum św. Macieja – znaną i cenioną szkołę o profilu humanistycznym kształcącą młodzież męską w wieku od 10 do 18 lat. Matka planowała, że jej syn Max zostanie księdzem, on jednak od wczesnych lat młodzieńczych interesował się poezją i teatrem. Niestety, wskutek mizerii finansowej był zmuszony zarabiać na życie jako nauczyciel domowy. Dopiero w 1867 roku już podczas pobytu w Berlinie mógł zająć się tym, czym naprawdę się pasjonował. Co prawda czasopismo teatralne, w którym pracował, szybko splajtowało, ale Heinzlowi udało się objąć funkcję krytyka teatralnego w gazecie „Norddeutsche Allgemeine Zeitung”. Równocześnie w tym samym 1867 r. zadebiutował jako poeta zbiorem wierszy (część została napisana jeszcze w młodości) pod tytułem „Aus Herzensgrund” (Z głębi serca). Dwa lata później znalazł się w Kopenhadze. Wizyta w stolicy Danii zaowocowała między innymi znajomością śląskiego poety z Hansem Christianem Andersenem, a jej plonem była również wydana w roku 1878 publikacja z tłumaczeniami duńskich utworów pt. „Ohne Titel (Bez tytułu). Równocześnie Heinzel pełnił funkcję dziennikarza i redaktora rozmaitych śląskich czasopism. Przełomowym okazał się dla niego rok 1875, kiedy to opublikował w Raciborzu pierwszy tomik wierszy, napisanych w śląskim dialekcie, zatytułowany Vägerle flieg’ aus!” (Ptaszek odlatuje). W tym samym okresie osiadł na stałe w Nowej Rudzie (gdzie przez 7 lat był redaktorem czasopisma „Der Hausfreund”) i ożenił się z mieszkanką tego miasta Agnes Battig, z którą miał jedną córkę Else. Tutaj tworzył swoje kolejne tomiki poezji m.in.: „A schläsches Pukettel” (Śląski bukiet) w roku 1879 i „Humoristische Genrebilder” (Humorystyczne scenki rodzajowe) w 1881 r., które przyniosły mu rozgłos i uznanie nie tylko w środowisku literackim, ale również u przeciętnego czytelnika. Jego twórczość była ceniona przez wszystkie warstwy społeczne. Śląski dialekt w strofach Heinzla zachwycał kunsztem zarówno arystokrację, jak i zwykłych mieszczan czy chłopów.

    W roku 1882 Max Heinzel, będąc już w skali Śląska znaczącą osobowością, o określonym dorobku artystycznym, przeniósł się wraz z rodziną do Świdnicy i tutaj kontynuował swą twórczość, publikując kolejne zbiory wierszy: „A lustiger Bruder” (Wesoły brat) w 1882 roku, „Mei jüngstes Kindel” (Moje najmłodsze dziecko) w roku 1883, „Fahrende Gesellen” (Jadący towarzysze) w 1884 r., „Maiglöckel” (Konwalia majowa) oraz „In Sturm und Wetter” (W burzę i pogodę) w 1888 roku, „In Rübezahls Reich” (W królestwie Karkonosza) w 1891 r., i „A frisches Richel” (Świeży powiew) w roku 1893. Była to jego ostatnia książka, która zawierała utwory napisane prozą i wierszem.

    Krytycy literatury uznają „Maiglöckel” za najlepszy tomik wierszy w spuściźnie Maxa Heinzla. Twórczość na polu liryki poeta łączył od dnia 2 marca 1885 roku z pracą redaktora w popularnym świdnickim dzienniku Schweidnitzer Stadtblatt”, ale zły stan zdrowia szybko zmusił go do zarzucenia tego sposobu zarobkowania i poświęcenia się tylko pracy pisarskiej. Nie zaprzestał jednak, mimo poważnych problemów z sercem i nerwami, zajmować się wydawaniem kalendarza „Der gemittliche Schläsinger” (Dobroduszny Ślązak). Ten specyficzny periodyk M. Heinzel założył w roku 1882 i od początku jego drukowaniem zajmowała się najstarsza i najbardziej prestiżowa firma z branży edytorskiej w Świdnicy: Wydawnictwo L. Heege. Właścicielem tej zasłużonej dla naszego miasta i regionu oficyny wydawniczej był w tym czasie Oskar Güntzel (1848-1924), prywatnie długoletni bardzo dobry znajomy Maxa Heinzla. To właśnie Güntzel, który kierował wydawnictwem w latach 1878-1919 postanowił publikować w dużych nakładach poezję oraz prozę pisaną w śląskim dialekcie przez Heinzla i podobnych jemu lokalnych autorów. „Der gemittliche Schläsinger” od momentu powstania ukazywał się regularnie aż do roku 1942. Potem nastąpiła długa przerwa w jego publikowaniu. Dopiero w 1981 roku kalendarz pod tym samym tytułem powrócił do rąk czytelników. Jednak wydawany jest nie w Świdnicy, lecz na terenie Niemiec w Reutlingen przez Schlesierverlag L. Heege.

    Max Heinzel nie występował zbyt często publicznie, ale kiedy już się na to decydował, to przyciągał bardzo liczną grupę odbiorców. W styczniu roku 1889 kiedy recytował swoje wiersze, duża sala obecnego klubu „Bolko” w Świdnicy była szczelnie wypełniona przez wielbicieli jego twórczości. Powodzeniem cieszyły się również dwie komedie teatralne, które przetłumaczył z języka duńskiego: „Nein” (Nie) oraz jednoaktówka „Die drei Freier” (Trzech zalotników).

    W kilkunastu ostatnich latach życia sporo czasu – zwłaszcza w miesiącach letnich – spędzał w miejscowości Borowice (do 1945 roku Baberhäuser) w Karkonoszach. Ta nieduża wieś w obecnym powiecie jeleniogórskim (gmina Podgórzyn) malowniczo położona w Dolinie Pięciu Potoków zmieniła swój rolniczy charakter w XIX wieku kiedy to została odkryta jako atrakcyjne miejsce turystyczne oraz lecznicze. Pobyt w niej zalecano między innymi osobom chorym na zaburzenia nerwowe. M. Heinzel czuł się w tej okolicy bardzo dobrze, tu nabierał sił, tu znajdował natchnienie do pisania – ów furor poeticus, który pozwalał mu tworzyć kolejne dobre wiersze, m.in. utwór poświęcony Borowicom.

    Max Heinzel był lubiany przez mieszkańców Borowic. Swoją sympatię okazali poecie przez nadanie 26 lipca 1891 r. okolicznej grupie skał nazwy „Heinzelstein”. Z czasem zaczęto używać nazwy „Max-Heinzel-Stein”. Te niewielkie, kilkumetrowej wysokości granitowe skałki były do 1945 roku pomnikiem przyrody. Dziś noszą nazwę Borowickie Skałki. Tuż obok nich pod koniec XIX w. wzniesiono piętrowy budynek o mieszanej konstrukcji murowano-drewnianej, który początkowo służył jako zajazd, a następnie był schroniskiem. Na cześć poety otrzymał nazwę „Heinzelsteinbaude”. Potem zmienioną na „Max-Heinzel-Stein-Baude”. Po 1945 r. mieścił się tu ośrodek wczasowy, a następnie dom wypoczynkowy „Limba”. Obiekt ten od lata 2006 r. jest remontowany.

    Z okazji sześćdziesiątych urodzin twórcy w 1893 roku w Świdnicy odbyły się skromne uroczystości na jego cześć. Dla upamiętnienia jubilata we Wrocławiu wydano specjalną, okolicznościową publikację zawierającą szkice i wiersze jemu poświęcone.

    Ostatnie lata życia nie były dla niego zbyt szczęśliwe, ponieważ znacznie podupadł na zdrowiu. Potrafił jednak pokonać swoją słabość i na kilka miesięcy przed śmiercią zdobył się na opuszczenie przytulnego domu w Świdnicy i udał się do Wrocławia, aby wystąpić jako specjalny mówca z okazji setnej rocznicy urodzin romantycznego poety Karla von Holtei’a.

    Zmarł 1 listopada 1898 r. najprawdopodobniej w swoich ukochanych Borowicach. Wiadomo na pewno, że został pochowany w Świdnicy na cmentarzu komunalnym (wtedy na tzw. nowym cmentarzu ewangelickim) przy obecnej ulicy Waleriana Łukasińskiego. 6 października 1901 roku w miejscu wiecznego spoczynku Maxa Heinzla ustawiono pomnik nagrobny ufundowany przez świdnicką lożę masońską „Zur wahren Eintracht” (Pod prawdziwą zgodą). Wdzięczni mieszkańcy Ziemi Świdnickiej oraz wielbiciele jego talentu i twórczości uczcili zmarłego poetę niewielkim pomnikiem wystawionym przy wejściu do dzisiejszego parku Sikorskiego na promenadzie w pobliżu fontanny (obecnie zdewastowanej). Autorem popiersia z brązu był wrocławski artysta-rzeźbiarz Heinrich Kiesewalter Koszt przedsięwzięcia zamknął się w kwocie 4400 marek. Pierwszy datek na ten cel, w kwocie 100 marek, ofiarowało Towarzystwo im. Pestalozziego w lutym 1899 r. Uroczyste odsłonięcie dzieła Kiesewaltera umieszczonego na dość wysokim postumencie miało miejsce 7 października 1900 roku. W 1912 r. pomnik przeniesiono w głąb parku w pobliże przejścia dla pieszych pod wiaduktem linii kolejowej Świdnica-Jaworzyna Śląska. Niestety nie stał on długo – został zburzony po 1945 r., jak większość tego typu obiektów.

    Władze Świdnicy, pielęgnując pamięć o poecie, postanowiły nazwać jego imieniem jedną z nowych ulic w mieście i w ten sposób 19 stycznia 1929 r. na planie miasta pojawiła się Max-Heinzel-Strasse. Obecnie ulica ta nosi nazwę Hugona Kołłątaja.

    Ciekawostką jest fakt, że przed rokiem 1945 na temat twórczości poetyckiej Maxa Heinzla napisanej gwarą powstało kilka prac magisterskich, a w roku 1923 pewien wrocławski naukowiec, zajmujący się dialektem śląskim, doktoryzował się rozprawą poświęconą życiu i działalności tego utalentowanego literata. Dokładnie 10 lat później z okazji setnej rocznicy urodzin poświęcono M. Heinzlowi w jego rodzinnej miejscowości Osiek pamiątkowy głaz. Niestety nie przetrwał on do dzisiaj.

    Jedynym trwałym śladem po Heinzlu jest nazwa rzeczki płynącej w okolicy Borowic – Struga Poety, która jest dopływem Jeleniego Potoku.

    Borowice także współcześnie przyciągają artystyczne dusze. Od 1989 r. odbywają się tutaj koncerty poezji śpiewanej i piosenki autorskiej „Gitarą i piórem”, w których uczestniczy kilkutysięczna publiczność spragniona piosenek z „krainy łagodności”.


    Kategoria: Znani i nieznani Świdniczanie oraz związki wybitnych ze Świdnicą

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz