„Legendy o Świdnicy” – Legenda o moście w parku Centralnym ▪ Piotr Studnicki

Opublikowano: 24 maja 2012, Odsłon: 2 197
  • Dawno, dawno temu Świdnica była podzielona na dwie części, a dzieliła ją rzeka Witoszówka. Wprawdzie nie była to duża rzeka, ale mieszkańcom sprawiało wiele kłopotów, aby przedostać się na drugą stronę miasta. Wiele ważnych obiektów znajdowało się po jednej i po drugiej stronie Świdnicy. Po jednej stronie np. znajdował się kościół i rynek, na którym odbywał się handel miejski, a po drugiej stronie apteka i wiele ważnych sklepów. Jeżeli ktoś zachorował i musiał wykupić lekarstwa po drugiej stronie miasta, wówczas miał problem z pokonaniem rzeki.

    Na rzece wprawdzie pracował przewoźnik, który za pomocą łódki i wioseł przewoził ludzi, ale niestety pracował on w godzinach od 8 do 14. Po południu było to niemożliwe, ponieważ brakowało chętnych ludzi do tej pracy. Zarabiał on mało, a praca była bardzo ciężka. Za jednym razem mógł on do łodzi wziąć dwie osoby. Przewiezienie nie było za darmo, trzeba było kupić bilet za 80 gr.

    Pewnego razu w Świdnicy na zabawie karnawałowej spotkali się chłopak o imieniu Julian i dziewczyna o imieniu Marianna. Zakochali się oni w sobie od pierwszego wejrzenia. Pech chciał, że mieszkali po różnych stronach miasta. Julian był szewcem i pracował w zakładzie ojca, a Marianna była sprzedawczynią w sklepie. Gdy chcieli się ze sobą spotkać, to mogli to uczynić jedynie do południa, gdyż musieli przepłynąć rzekę łodzią. Po południu nie było takiej możliwości.

    Pewnej nocy Marianna ciężko zachorowała. Lekarstwa można było wykupić po drugiej stronie rzeki, a niestety nie można było przedostać się tam w ciemnościach. Dopiero rano ojciec dziewczyny dotarł do apteki. Niestety, choroba rozwinęła się bardzo i dziewczyna była umierająca.

    Kiedy Julian dowiedział się od ojca Marianny o chorobie, zwolnił się z pracy i odwiedził dziewczynę. Gdy ją ujrzał, bardzo się zmartwił. Była blada, mocno kaszlała i mdlała co chwila. Doktor zalecił jej zastrzyki rano i wieczorem. Niestety, pielęgniarka mieszkała po drugiej stronie miasta i nie mogła jej robić zastrzyków wieczorem.

    Julian bardzo kochał Mariannę i postanowił coś zrobić, aby dopomóc jej, a także innym mieszkańcom Świdnicy w codziennych przeprawach na drugą stronę miasta.

    Udał się natychmiast do Rady Miasta z prośbą o natychmiastowe zbudowanie mostu przez rzekę Witoszówkę. Burmistrzowi Świdnicy opowiedział o chorobie narzeczonej i o tym, jak bardzo ciężko ludziom żyje się po obu stronach miasta. Na te słowa burmistrz powiedział:

    - Wiem, że ludziom źle się żyje i ciężko im się przedostać przez rzekę. Szczerze ci współczuję z powodu ciężkiej choroby narzeczonej. Rada Miasta widziała ten problem od dawna, ale niestety miasto nie jest bogate i nie stać nas na wybudowanie mostu. Taki żelbetonowy most, który wytrzymałby pod ciężarem ludzi, bydła i wozów kosztuje mnóstwo pieniędzy. Jeżeli masz pomysł, aby uzbierać takie pieniądze, to chętnie pomogę.

    - Postaram się coś wymyślić. Ale zanim zdobędę fundusze, może miasto ułatwiłoby przedostanie się ludzi na drugą stronę po zastrzyki dla ukochanej.

    - Dobrze. Przyjmiemy przewoźnika, który będzie przewoził ludność w godzinach popołudniowych i wieczornych.

    - Wspaniale. Idę poinformować o tym rodzinę ukochanej.

    Kiedy Julian opowiedział o wszystkim ukochanej i jej rodzinie, wszyscy bardzo się ucieszyli. Marianna mogła, bowiem brać zastrzyki dwa razy dziennie. Dzięki temu powoli dochodziła do zdrowia

    Julian codziennie wieczorem rozmyślał, jak zebrać pieniądze na most. Po kilku dniach wpadł na pomysł i udał się do burmistrza.

    - Panie burmistrzu. Myślę, że każdy mieszkaniec Świdnicy dołoży się do powstania mostu. Na ambonie w kościele proboszcz mógłby ogłosić zbiórkę pieniędzy na tacę w niedzielę z przeznaczeniem na budowę mostu. Poza tym można zrobić zabawę w mieście, z której dochód przeznaczony by był na zakup materiałów budowlanych. Każdy mieszkaniec mógłby przynieść jakąś rzecz na loterię fantową. Ja osobiście wykonam trzy pary butów, a Marianna i jej rodzina odda na losy wiele towarów ze sklepu.

    - Myślę, że to dobry pomysł. Musimy spróbować.

    W niedzielę ksiądz ogłosił zbiórkę pieniędzy na most, który będzie ułatwiał przedostanie się na drugą stronę miasta oraz o tym, że odbędzie się festyn, którego dochód przeznaczony będzie na budowę mostu.

    Mieszkańcy Świdnicy byli zachwyceni tą nowiną i chętnie wrzucali datki do koszyka.

    Na festynie wszyscy dobrze się bawili: dzieci uczestniczyły w konkurencjach takich jak: rzut piłeczką do wiaderka, bieg przez płotki i przeciąganie liny. Natomiast dorośli występowali w zawodach piłki nożnej, śpiewu, jak i również w skokach w dal. Za udział w jakiejkolwiek konkurencji wpłacono złotówkę. Była bardzo miła atmosfera. Gdy przeliczono potem pieniądze, to okazało się, że jest akurat tyle, ile potrzeba na budowę mostu.

    Na następny dzień robota ruszyła pełną parą. Wynajęto piętnastu robotników, którzy w tydzień postawili most.

    Od tego czasu, już nie było problemu z przedostaniem się na drugą stronę miasta. Wszyscy mieszkańcy byli bardzo szczęśliwi, a szczególnie Julian i Marianna, bo już nic nie stało na przeszkodzie w ich miłości.


    Kategoria: Fantasy, legendy, mity, podania

  • Dodaj komentarz

    Dodaj komentarz